• Wpisów:84
  • Średnio co: 40 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 00:11
  • Licznik odwiedzin:57 676 / 3422 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
W weekend poznamy królową i króla kortów ziemnych. Kto będzie cieszył się ze zwycięstwa w Roland Garros?

W oczekiwaniu na finały w Paryżu, znalazłem dziś na stronie Sports Illustrated przeciekawy materiał. Amerykańscy dziennikarze wybrali ich zdaniem najcudowniejsze wymiany w historii tenisa. Nie przyznawali miejsc - i dobrze, bo każda z nich jest genialna. Oto one:

Gael Monfils

Boris Becker

Mary Pierce

Rafael Nadal

Andy Roddick

Leander Paes

Roger Federer I

Roger Federer II

Goran Ivanisevic

Fabrice Sanotora

Po prostu bajka! I jak tu nie kochać tenisa?
  • awatar preen: nie wiem, co robi tam nadal, ale ok. tennis jest cudowny!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wielkoszlemowy Roland Garros trwa już dobrze ponad tydzień. O największej sensacji, Szwedzie Robinie Soderlingu, chciałem napisać po jego zwycięstwie nad królem Nadalem. Postanowiłem się wstrzymać do dziś. I dobrze.

Dlaczego? Bo jego dzisiejsze zwycięstwo nad Nikołajem Dawidienko było moim skromnym zdaniem dużo bardziej spektakularne niż te nad Hiszpanem. Rafa miał wtedy po prostu słabszy dzień, a Szwed wykorzystał to w najlepszy z możliwych sposobów. W meczu z Rosjaninem Soderling udowodnił, że jest najzwyczajniej w świecie w rewelacyjnej formie. Tak regularnego, trafiającego po liniach tenisisty nie widziałem już dawno. Nawet jak Nadal i Federer byli w swojej najlepszej dyspozycji...

Dawidienko załamywał ręce, z każdą kolejną genialną piłką odechciewało mu się grać. Nie dziwię mu się. Jeśli Robin będzie prezentował nadal taki styl, wygra w Paryżu! Gdy on będzie triumfował, jego rywali zalewać będzie krew. Bo ich zdaniem Soderling to... cham - mężczyzna pozbawiony dobrych manier.

Na taką reputację zapracował sobie w meczu z... Nadalem. Jednak nie tym z Roland Garros, a tym z Wimbledonu, z 2007 roku. Wtedy Hiszpan cudem wygrał w pięciu setach. Ale to nie poziom meczu pozostanie w pamięci wszystkich.

Zresztą zobaczcie sami

Soderling przedrzeźniał Hiszpana, naśladując jego najbardziej typowe zachowania - takie jak właśnie układanie spodenek. Nadal po spotkaniu nie wytrzymał. Skarżył się, że w przeszłości wiele razy mówił Szwedowi w szatni "Cześć", ale ten nigdy nie odpowiadał. Że jak piłka po jego uderzeniu dotknie taśmy i zmieni kierunek, ten nigdy nie przeprasza.

Jego zdanie podzieliło wtedy kilku innych zawodników. I pewnie teraz ściskają oni kciuki, by Szwed wreszcie przegrał. Ja będę jednak ściskał kciuki za jego zwycięstwa Wystarczy już nudnych jak flaki w oleju Nadalów i Federerów...
 

 
W sobotę na kortach Legii rusza największy i najbardziej prestiżowy tenisowy turniej kobiecy w Polsce. Wydawało się, że w Warszawie nie zobaczymy żadnej tenisistki o naprawdę głośnym nazwisku. A jednak...

Kontuzjowana przez ostatnie miesiące Maria Szarapowa zaskoczyła wszystkich i zgłosiła się po jedną z dzikich kart do organizatorów tych zawodów! Najlepiej zarabiająca (poza kortem, głównie z reklam) i najbardziej rozpoznawalna obecnie tenisistka na świecie w Warszawie zrobi sobie rozgrzewkę przed wielkoszlemowym Roland Garros.

Już nie mogę doczekać się zwłaszcza jej miny, gdy będzie musiała przed meczem przebrać się w... baraku. Tak, tak! Szatnie z prawdziwego zdarzenia gotowe mają być na Legii dopiero za rok. Na czas turnieju "udawać" je będą specjalne kontenery. Śmiech na sali...

Podobno o wszystkim od początku wiedziały władze WTA i wyraziły zgodę. Ja wychodzę z założenia, że jak już coś robić, to robić to dobrze. Myślałem, że prowizorki przestały być modne. Myliłem się...
 

 
Jakie dyscypliny sportu mogą Waszym zdaniem wywoływać u kibiców tak wielkie emocje, że potrzebna jest aż medyczna pomoc? Piłka nożna, boks, siatkówka, piłka ręczna?

A co powiecie na snooker? Dwóch panów wbija kolorowe bile do łuz - niby z pozoru bardzo spokojna dyscyplina. Ale do czasu. Wczoraj podczas jednego meczu mistrzostw świata w angielskim Sheffield zemdlało aż dwóch widzów! Trzeba było na kilka minut przerwać spotkanie, bo lekarze nie zdążyli wrócić na halę po odwiezieniu do kliniki pierwszego pacjenta.

Omdlenia dziwić nie mogły, bo starcie Johna Higginsa z Jamie Copem było dramatyczne. Rozstrzygnęło się dopiero w ostatnim - 25 - frejmie. Wygrał ten pierwszy, bardziej doświadczony.

Wielu moich znajomych nie może się nadziwić, że nie szkoda mi czasu na oglądanie - ich zdaniem - takich głupot w TV. Ano nie szkoda Po pierwsze strasznie jest to relaksujące zajęcie, po drugie - naprawdę interesuje mnie ta dyscyplina. Ci, którzy nigdy nie mieli ze snookerem do czynienia, kojarzą go pewnie ze zwykłym bilardem, gdzie jeden wbija połówki, a drugi całe. Snooker to zupełnie inna bajka, ale powoli i Polacy się przekonują do niej. W Eurosporcie transmisje ze snookera biją rekordy popularności. I dobrze!

Niedowiarków nieuważających snookera za sport może przekona czek, jaki czeka na zwycięzce zawodów w Sheffield - 250 tysięcy funtów, czyli blisko 1,3 mln złotych!!! To więcej niż przez cały ostatni rok zarobił m.in. Mariusz Wlazły (820 tys.), Paweł Brożek (720 tys.) czy Karol Bielecki (1,2 mln). A wystarczy wbić "kulkę" do "dziurki"...

I na koniec filmik. Co prawda z zeszłorocznych MŚ, ale pokazujący całe piękno tej dyscypliny - maksymalny brejk w wykonaniu Ronniego O'Sullivana. Tak tylko dodam, że za coś takiego zgarnia się dodatkowo 750 tysięcy złotych
  • awatar po prostu m.!: tak!bo to sport na inteligencję. Ronnie jest boski :D
  • awatar Gość: Aj takimi postami nikogo nie przekonasz. Wiem po sobie. Trzeba zobaczyć samemu:) Jeden z najpiękniejszych sportów na świecie! Ba! Najpięknieszy! Spokojny, ale emocjonujący :)<3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Mi, kibicowi Legii, przychodzi to z wielkim trudem, ale wczorajsza bramka Roberta Lewandowskiego dająca Lechowi remis w Warszawie, może przesądzić o mistrzowskim tytule dla "Kolejorza".

Dzięki temu trafieniu Lech w przypadku równej liczby punktów jest już teraz lepszy i od Wisły, i od Legii. Gol "Lewego" może być więc na wagę złota. Niestety...

A tak niewiele brakowało, by po raz kolejny bohaterem został Chinyama. Piłkarz z Zimbabwe swoimi bramkami dał Legii w tym sezonie już 11 punktów. Tylko Paweł Brożek z Wisły jest równie niezastąpiony.

I na koniec krótko o dopingu. Wreszcie wrócił na Legię i wreszcie człowiek siedząc na trybunach czuła się jak na meczu, a nie jak na stypie. Trener Urban żałował po spotkaniu, że piłkarze za taką fantastyczną atmosferę nie odwdzięczyli się zwycięstwem. Ja też żałuję...
 

 
Karierę skończył kilka lat temu. Poza jazdą na łyżwach z hokejowych umiejętności opanował tylko odpowiednie używanie pięści - w USA, w NHL z tego słynął.

Nic więc dziwnego, że gdy wrócił zza Oceanu, ten nawyk mu pozostał. Złamany nos, ślady duszenia, krwiaki i siniaki - tak wyglądała jedna z jego ofiar. Nie był to jednak żaden hokeista, a jego... konkubina. I taki właśnie z Oliwy jest twardziel.

Teraz postanowił doprowadzić do porządku swoich młodszych kolegów z reprezentacji. Bo jego zdaniem nieodpowiednio się zachowywali. Do uciszenia użył pięści. Innych metod widocznie nie zna.

Kilku sportowców na emeryturze spragnionych emocji skusiło się na walki MMA. Chciałbym zobaczyć Oliwę w klatce w pojedynku z jakimś prawdziwym kozakiem. Ciekawe, czy wtedy też byłby taki mocny...
 

 
Finał dużego turnieju, dwie świetnie mówiące po polsku tenisistki. Siostry Radwańskie walczą o zwycięstwo? Niestety nie...

Dzisiaj w amerykańskim Charlestone w pojedynku o główną nagrodę zmierzyły się Caroline Wozniacki z Sabine Lisicki. Patrząc w paszporty był to pojedynek duńsko-niemiecki. Jednak obie zawodniczki mają polskie korzenie! Znakomicie posługują się naszym językiem, nie wypierają się swoich POLSKICH korzeni!

W oczach fachowców obie mogą w najbliższej przyszłości dużo zdziałać. Caroline już w poniedziałek przeskoczy w rankingu WTA naszą Agnieszkę, a Sabine wgrywając dziś odniosła życiowy sukces. Zresztą dla niej ten turniej był jak jeden wielki sen. Runda po rundzie eliminowały faworytki, z Venus Williams na czele. Narodziła się nowa gwiazda tenisa?

I tylko szkoda, że Wozniacki i Lisicki nie grają pod biało-czerwoną banderą. Jak widać my Polacy potrafimy lekką ręką pozbywać się nie tylko znakomitych piłkarzy...

Ostatni gem tego meczu
 

 
Jako kibic Legii Warszawa lepszego prezentu na Wielkanoc od swoich pupili nie mogłem sobie wymarzyć - 4 z Cracovią, po naprawdę dobrej grze (zwłaszcza w I połowie), musi cieszyć. I cieszy To była Wielka Legia w Wielką Sobotę.

Trener Cracovii na pomeczowej konferencji prasowej powiedział, że to co pokazała fragmentami Legia w pierwszych 45 minutach to był europejski poziom. Kurtuazja? Na pewno, ale miło się patrzyło na legionistów. Bramki Chinyamy i Rybusa padły po akcjach, których nie powstydziłyby się naprawdę niezłe zachodnie kluby.

Ktoś powie - "Ale piłkarze z Krakowa robili wszystko, by tylko nie przeszkadzać gospodarzom". OK, zgadzam się. Jednak byłem już na kilku meczach Legii, i nie raz widziałem jak obrońcy gości grali tak samo jak ci z Cracovii. Ale takich akcji i takich bramek przy Łazienkowskiej już dawno nie było. Oby tak częściej.

Końcówka sezonu zapowiada się rewelacyjnie. O mistrza nadal walczą cztery drużyny. Kto będzie górą? To jak wróżenie z fusów, choć oczywiście mam swojego faworyta

I na koniec słów kilka o bramkarzu Cracovii Marcinie Cabaju. Biedny chłopak - nie dość, że puścił dziś cztery bramki, to jeszcze przez cały mecz kibice z Warszawy mu nie odpuszczali. Wszystko zakończyli z humorem - "Cabaj! Co? Wesołych Świąt!". Więc i ja Wam wszystkim życzę Wesołych Świąt, ALLELUJA!
 

 
Jest kilka postaci w polskim sporcie, które jak żadne inne wywołują automatycznie uśmiech na twarzy. Bez dwóch zdań jedną z nich jest Robert Mateja.

Pan Robert jakiś czas temu zakończył wprawdzie karierę, ale niespodziewanie ponownie ubrał kombinezon i wczoraj w Szczyrku wystąpił w konkursie drużynowym mistrzostw Polski. Krótko podsumowując - nie zaszalał.

A szkoda, bo wcześniej zdarzały mu się genialne skoki. Oto dwa przykład
 

 
Jedna z największych gwiazd reprezentacji Polski wybrała średnio zdrowy sposób przygotowywania się do arcyważnego sobotniego meczu z Irlandią Płn. Artur Boruc po dzisiejszym porannym treningu ze znajomym wpadł do baru na kawkę i papierosa.

O tym, że Artur pali wiadomo od dawna. Jedni nie widzą w tym nic złego, innych to szokuję. Moim zdaniem profesjonalny piłkarz i papierosy to nie jest dobre połączenie. Na szczęście Boruc po boisku za dużo nie musi biegać, więc na jego kondycję aż tak źle fajeczki nie wpłyną.

Podczas kończącego się dziś zgrupowania we Wronkach bramkarz Celticu Glasgow wydusił z siebie w kierunku dziennikarzy z półtora zdania. We wtorek był jednym z nielicznych kadrowiczów, który nie zszedł do żurnalistów. Założył tylko przeciwsłoneczne okulary i przez szybkę pomachał nam wszystkim.

Po ostatnich zawieruchach w jego życiu osobistym nawet mu się nie dziwię. Gdy poprosiłem go o krótki wywiad, grzecznie odmówił. Ale nie jest zmanierowany do szpiku kości jak większość myśli. Kibicom we Wronkach zdjęć czy autografów nie odmawiał.

A co do formy Artura, to obserwując dzisiejszą gierkę na treningu, można było być pod wrażeniem. Nawet Leo Beenhakker co chwila pokrzykiwał w jego kierunku - "Excellent Artur, good Artur". "Artek" wyjmował niesamowite piłki. Oby w takiej dyspozycji był w sobotę.
  • awatar Lotar King: No właśnie! Biegać biegać biegać , w szybkości klucz do sukcesu!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Co zrobić, by wygrać sobotni mecz z Irlandią Północną? Jak mawiają klasycy strzelić o jedną bramkę więcej od przeciwnika? Też, ale tak naprawdę nie mamy się co martwić o wynik. Czemu?

Wszystko dzięki nowym strojom, jakie zostały zaprezentowane na specjalnej konferencji prasowej we Wronkach. Kadrowicze wypróbują je już w sobotę. Nic tylko współczuć Irlandczykom.

Koszulki są tak obcisłe, że nie mają najmniejszych szans za nie chwycić i sprowadzić do parteru rywala. Ale to i tak pikuś. Najlepsze są jednak wewnętrzne panele wentylacyjne w spodenkach. Irlandczycy z Północy - drżyjcie

Stroje zaprezentował Kuba Błaszczykowski. I jak przyznał, są tak rewelacyjnie, że nawet kontuzjowane żebra bolą go mniej w nich mniej. Czyli zwycięstwo mamy w kieszeni.

  • awatar Ania: Ach, to już znamy przycznę klęski! Ciężko byc kozakiem, gdy coś "pije w kroku", prawda? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rywal może i kiepski, ale nikogo nie można lekceważyć. Turcja choć dopiero raczkuje w europejskiej piłce ręcznej, to trenerzy polskiej reprezentacji na poważnie podeszli do tego spotkania.

Wygraliśmy mecz łatwo i przyjemnie (32:21), a kibice mogli wreszcie po raz pierwszy od czasu mistrzostw świata w Chorwacji zobaczyć swoich pupili w akcji. Do Olsztyna wpadłem i ja. Spotkanie na kolana nie powaliło, ale, ale...

Okazuje się, że trener Wenta zatrudnił w kadrze kolejnego współpracownika. Teraz za rozpracowanie rywali nie odpowiada tylko on sam oraz Daniel Waszkiewicz, ale także...

No właśnie, sami oceńcie. Kto siedzi obok Waszkiewicza? Nowa tajna broń biało-czerwonych?

 

 
Już dawno nie czułem się tak podle po porażce reprezentanta/reprezentantki Polski. Nie chodzi nawet o samą przegraną, ale o jej styl.

Agnieszka Radwańska często narzekała na losowania w turniejach. Że jest wysoko rozstawiona, a w pierwszej rundzie musi walczyć z bardzo dobrą przeciwniczką. W Indian Wells na los narzekać jednak nie mogła! Mogła odnieść życiowy sukces, mogła nawet wygrać ten turniej. Odpadła jednak z niego po żenująco słabej grze.

A to nie w jej stylu. Iśka niezwykle rzadko tak przegrywa. Dzisiaj niestety nie było w niej choć odrobiny woli walki. Nie wiem dlaczego. Może poczuła się zbyt pewnie, może gdy zobaczyła z kim będzie walczyć w ćwierćfinale, już widziała siebie w meczu o wielki finał. Nie było w niej ikry, tej chęci zwycięstwa. I te niewymuszone błędy - choć ten sezon jest dla niej jak na razie kiepski, to w poprzednich kilku meczach nie myliła się tak, jak dziś.

Ale najgorsze jest to, że i rywalka nie zagrała rewelacyjnie. Anastazja Pawliuczenkowa jak na tenisistkę ma już niemały brzuszek, po korcie nie porusza się z taką gracją jak Radwańska. Jej atuty to agresja i mocne uderzenie. I to wystarczyło. Agnieszka nie miała pomysłu na grę, a Rosjanka robiła swoje.

Dla Anastazji turniej w Indian Wells może być (już jest) przełomowym w karierze. Choć ograła Isię, życzę jej samych sukcesów. Polka miała kiedyś taki turniej (w Warszawie), teraz może czas na Pawliuczenkową. I dlatego sport jest taki piękny. Choć czasami brutalny...
 

 
Każdy warszawiak, który choć trochę interesuje się piłką nożną, czekał na wczorajszy mecz z niecierpliwością. Niestety żenujący poziom spotkania Legii z Polonią nie był najsmutniejszym jego aspektem.

Futbol, jak i każda inna dyscyplina sportu, rozgrywany jest przede wszystkim dla kibiców. Tych niestety wczoraj przy Konwiktorskiej było ledwie trzy tysiące. Najgorsze jest jednak to, że na trybunach zabrakło sympatyków Legii. Władze Polonii tłumaczyły się tak głupio, że aż żal to powtarzać. I to nie jest wyłącznie moja złośliwość, kibica Legii.

Śledziłem ten mecz z loży (podobno loży) prasowej i przez większą jego część zastanawiałem się, czy to grają drużyny z Ekstraklasy, czy może klasy okręgowej. Z trybun było słychać, że to przecież dopiero pierwszy mecz na wiosnę, że wyszli na boisko po blisko dwóch miesiącach przerwy.

Ja się pytam, po co więc te wszystkie podgrzewane murawy? Przy odrobinie dobrej woli można grać tak, jak się gra w całej Europie. Te zimowe przerwy są zmorą polskiego futbolu od wielu, wielu lat. Jeśli tego nie zmienimy, to nigdy naszej ligi nie będzie traktować się poważnie...

Za godzinę derby Śląska. Na stadionie będzie ponad 40 tysięcy kibiców. Mi, kibicowi Legii, pozostaje tylko pozazdrościć...
  • awatar Gość: mandes - już Cię (L)ubię :)
  • awatar Rafał Mandes: @gość: Wiernym przede wszystkim. Po drugie to jakaś zbrodnia nosić koszulkę innego klubu? Tylko jednemu klubowi można dopingować?
  • awatar Gość: Jakim ty kibicem Legii jestes w tej koszulce Arsenalu?? Chyba o takich jak ty potrzebuje przedsiębiorstwo towarzyszy z Wiertniczej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Sport nie znosi próżni. Przez lata cieszyliśmy się sukcesami Małysza, teraz na dobre rozpoczęła się era Kowalczyk.

Zamiast biadolić nad co raz to gorszą formą Adasia, cieszmy się tym co mamy. Gwiazdy na najwyższym światowym poziomie to w Polsce wciąż gatunek niezwykle rzadko spotykany. Trafiają się nam raz na ruski rok, ale jak już są, nie mamy się czego wstydzić.

Na nartach, w przeciwieństwie do skoków, biegają tysiące ludzi. To nie jest tak hermetyczne środowisko jak w Małysza specjalności. Dlatego, gdy Kowalczyk wbiegała wczoraj na metę jako pierwsza, skakałem z radości bardzo wysoko. To jest tak niesamowicie pracowita dziewczyna, tak optymistycznie nastawiona do wszystkiego, że aż grzechem jest niedopingowanie jej. Do tego jest bardzo młoda, więc przed nią jeszcze wiele lat miejmy nadzieję, równie bogatej jak dotychczas w sukcesy, kariery.

Za rok igrzyska w Vancouver. Justyna narzeka na kanadyjskie trasy, są zbyt płaskie, za łatwe, ona woli górki i dużo większą skalę trudności. Jak będzie w takiej formie jak teraz w Libercu, jestem pewien, że to jej już przeszkadzać nie będzie. Bo to jest tak samo jak u Adama. Gdy był w super dyspozycji, nie miał znaczenia rozmiar i rodzaj skoczni. Wszędzie deklasował rywali. Tak samo teraz Justyna. Jeśli utrzyma formę, będziemy mieć z niej za rok wiele pociechy.

Na koniec kilka słów na temat Kamila Stocha. Jakieś mam takie dziwne przeczucie, że ślepej kurze trafiło się ziarno. Jeśli się mylę, wejdę pod stół i to odszczekam. Jesteście świadkami

Przeżyjmy to jeszcze raz

Wspaniały finisz Justyny...

...i wieczorna dekoracja!!!
 

 
Wielki szacunek dla Lecha. Wynik końcowy co prawda i tak kiepski, ale niewiele brakowało, by był tragiczny. Może jestem przesadnym pesymistą, ale w rewanżu chłopakom Smudy większych szans nie daje. Obym się pomylił.

Nie wiem jak Was, ale mnie najbardziej denerwowała ta żółta piłka, którą ledwo co było widać, żenada. Jednak to nie był jedyny problem z organizacją. Od kolegów dziennikarzy dowiedziałem się, że sędziowie liniowy z Bułgarii zostali wpuszczeni na pokład samolotu bez swoich... chorągiewek. Na kilkadziesiąt minut przed meczem udało się je załatwić, ale nie była to prosta sprawa. Taka profesjonalna chorągiewka kosztuje aż 800 euro. Dużo i widocznie nie starczyło już na czerwoną piłkę

Na szczęście w Udine śnieg raczej nie będzie padał...
 

 
Nie będę ukrywał, że jestem wielkim fanem Lecha Poznań. Od małego w moim sercu jest tylko jeden polski klub z "L" w herbie.

Ale europejskie puchary to zupełnie inna bajka, to okazja by o naszym rodzimym futbolu było głośno nie tylko nad Wisłą. Dlatego, gdy w Pucharze UEFA, Lidze Mistrzów i innych rozgrywkach międzynarodowych, startuje jakakolwiek biało-czerwona drużyna, zawsze ściskam za nią kciuki. I jutro nie będzie inaczej.

Wielu moich znajomych mając w głowie znakomite występy "Kolejorza" jeszcze w zeszłym roku, przed potyczką z Udinese jest huraoptymistami. Że Włosi są w dołku, że Lech gra u siebie, a u siebie to mogą pokonać każdego, że Franek Smuda już nie raz udowodnił, że cuda to dla niego rzez normalna, więc czemu miałby po raz kolejny czegoś nie wyczarować.

Ja jednak tego wszystkiego w aż tak jasnych kolorach nie widzę. Udinese gra w lidze aktualnych mistrzów świata, w składzie ma kilku naprawdę znakomitych piłkarzy, a przede wszystkim w przeciwieństwie do Lecha, nie mieli kilku tygodniowej przerwy od ligi. Sparingi sparingami, ale bez meczów o stawkę, trudno przygotować się do czegokolwiek.

Polskie drużyny zawsze miały problemy w pierwszych spotkaniach na wiosnę, to wie każdy kibic. Czas więc przełamać tę niemoc, a ekipa Smudy może tego dokonać.

Jak będzie przekonamy się jutro wieczorem. Ja osobiście ze stadionu dopilnuję wszystkiego, a po meczu na pewno podzielę się z Wami wrażeniami.

Na koniec nie będę straszył czytelników pięknymi bramkami, jakie potrafi strzelać napastnik Udinese Antonio Di Natale. W zamian krótkie przypomnienie drogi Lecha do 1/16 finału PU

PS: A tutaj możecie przeczytać co do powiedzenia przed meczem ma napastnik Lecha, Hernan Rengifo - http://sportfan.pl/artykul/7184/napastnik-lecha-strzele-udinese-bramke-dla-mojego-synka
  • awatar Gość: Lech na ekranie, Legia w sercu. I o to chodzi:) Ale oby z Udinese wygrali...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rodzina i najbliżsi przyjaciele sióstr Radwańskich zapowiadali, że mecz Agnieszki i Uli będzie walką na śmierć i życie. Spotkanie się odbyło to prawda, ale emocji i dramaturgii nie było w nim choćby przez minutę.

Menedżer siostrzyczek, pan Victor Archutowski, próbuje tłumaczyć Agnieszkę, że nadal jest chora, i że organizatorzy zaciągnęli ją siłą z lotniska prosto na kort. OK, to są okoliczności łagodzące, ale oglądając ten mecz miałem nieodparte wrażenie, że w wielu sytuacjach Iśka nie chciała Uli najzwyczajniej w świecie zrobić zbyt dużej krzywdy. I nie chce mi się wierzyć, że tylko choroba i zmęczenie były tego powodem. Broń Boże nie sugeruje, że scenariusz tego meczu znany był zanim obie wyszły na kort, ale zaangażowanie, czyli de facto jego brak w wykonaniu Agnieszki strasznie mi się nie spodobał.

Ula wygrała siostrzany bój 6:4/6:3, prezentując tenis dokładnie taki, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Czyli na pohybel, wejdzie, albo nie. Miała więcej wygranych piłek, ale też więcej niewymuszonych błędów - więc standard. Gry Agnieszki nie będę komentował.

Prawdziwy egzamin więc jeszcze przed Ulą, choć to zwycięstwo jest jej jak dotychczas największym sukcesem. Ale wygrać z rywalką prezentującą taki styl nietrudno.

Szkoda więc, że problemy z wizą nie pozwoliły śledzić meczu z trybun Robertowi Radwańskiemu. Ojciec jak by krzyknął jeden czy drugi raz, to może Iśka wzięłaby się do roboty. A tak zamiast dramatycznego spotkania, mieliśmy taki poważniejszy trening...

A dla Uli gratulacje. Zagościła nawet na oficjalnej stronie cyklu WTA Tour. Oby nie po raz pierwszy i ostatni
 

 
Na trybunach 80 tysięcy kibiców, przed telewizorami dodatkowe kilka milionów. Wszyscy widzieli rękę Adriano, tylko nie sędzia Rosetti. Milan przegrał ostatecznie 270. derby Mediolanu z Interem 1:2...

Pan Rosetti na początku stycznia został wybrany najlepszym piłkarskim rozjemcą na świecie. I to z gigantyczną przewagą nad rywalami. Jakim więc cudem niby najlepszy z najlepszych mógł popełnić aż tak ewidentny błąd? W przeszłości, przez kilka miesięcy, sam grałem w piłkę na poziomie rozgrywek Klasy C (dziś już nieistniejącej). Nawet tam sędziowie nie popełniali takich błędów, serio!

Na stronie UEFA można przeczytać w profilu Włocha m.in. motto, jakim kieruje się on w zawodowej pracy. Brzmi następująco - "Główną cechą sędziego powinna być odwaga. Odwaga podejmowania trudnych decyzji w trudnych sytuacjach". Chyba na chwilę o tym zapomniał. Szkoda, że w tak ważnym meczu.

Ale zostawmy już tego nieszczęśnika. Przez 70 minut spotkania czerwoni-czarni robili dosłownie wszystko, by miłość jaką ich darzę zmalała do minimum. Tak kiepsko grającego Maldiniego i Kaładze już dawno nie widziałem. Tak źle czującego się z piłką u nodze Seedorfa tym bardziej. Milan przebudził się w samej końcówce, sporo ożywienia wniósł wprowadzony Inzaghi, ale to nie wystarczyło.

Kibice Interu przed meczem wywiesili na trybunach transparent o takiej treści - "Pogoda przewidywana na 22.30 to minus 11 stopni". Niestety, życzenie fanów niebiesko-czarnych się spełniło. Podopieczni Jose Mourinho w tabeli mają nad rywalem zza miedzy już 11 punktów przewagi.

Ale nie ma co rozpaczać. Jeśli weźmiemy pod uwagę dwa mecze obu drużyn z tego sezonu, to jest remis 2:2. Decydują bramki na wyjeździe, a w tych jest lepszy Milan. Chociaż to

Dla tych co nie wiedzieli meczu, bramki z 270. derby Mediolanu.

1, Adriano
http://www.wrzuta.pl/film/yFaxmP7J4W

2, Stanković
http://www.wrzuta.pl/film/nRUSOjoFaR

2:1, Pato
http://www.wrzuta.pl/film/o4tdWzC00a

PS: Na co dzień pan Rosetti jest dyrektorem szpitala w Turynie. Ciekawe czy i tam zdarzają mu się takie pomyłki. Jeśli tak, to współczuję pacjentom...
 

 
Zanim jednak siostrzany tenisowy bój jutro w Dubaju, dziś we Włoszech wielkie piłkarskie święto, czyli derby Mediolanu. Od lat kibicuje Milanowi, płynie we mnie czerwono-czarna krew, więc chyba nikomu nie muszę wyjaśniać, za kogo wieczorem należy trzymać kciuki

Odliczanie już trwa, zostały dwie godziny. Transmisję na żywo przeprowadzi Canal +, start 20:25!

Zanim jednak zabrzmi pierwszy gwizdek, coś na deser
 

 
Jak tak dalej pójdzie, mój blog zamieni się w stricte tenisowe zapiski. No ale, czy można nie wspomnieć o pierwszym w historii pojedynku sióstr Radwańskich w turnieju rangi WTA?

Każdy, kto choć odrobinę interesuje się tym sportem, nie może doczekać się tego meczu. Jak będzie on przebiegał? Nie mam zielonego pojęcia. Niby wszystko przemawia za Agnieszką, ale nie dałbym głowy, że to właśnie Isia wygra. Ula to moim skromnym zdaniem talent jeszcze większy niż jej starsza siostra. To taki diament, który wymaga oszlifowania, tyle tylko, że ten proces trwa dłużej niż wszyscy byśmy chcieli.

Ula w grudniu skończyła 18 lat. W tym wieku Agnieszka mogła pochwalić się już wieloma, naprawdę dużymi, sukcesami. Ale można właśnie zwycięstwo nad starszą siostrą doda Uli skrzydeł. Ona potrzebuje takiej spektakularnej wygranej. Dotychczas jej kariera jest w cieniu Agnieszki. To o Iśce się mówi, pisze, to Isia występuje w reklamach, a od sponosorów dostaje nowiutkie samochody. Ula jak na razie może jej tego wszystkiego tylko pozazdrościć. Dla niej więc to będzie najlepsza okazja, by pokazać całemu światu, że Polska to dwie, a nie jedna dobra Radwańska.

Poza tym obie panie mają pewne rachunki do wyrównania - jeszcze za czasów juniorskich spotykały się ze sobą cztery raz. Wszystkie mecze wygrała Agnieszka.

I właśnie m.in. dlatego ja kciuki mocniej będę trzymał za Ulę. A obu tenisistkom życzę, by następnym razem spotkały się dopiero w finale jakiegoś wielkiego turnieju.

A na koniec bardzo dobra wiadomość dla wszystkich kibiców. Mecz Radwańskich w Dubaju pokaże jutro - tj. w poniedziałek 16 lutego - na żywo EUROSPORT!

Oto kilka fotek polskich sióstr Williams Niech Was nie zmyli pierwszy screen - jak klikniecie PLAY wszystko będzie OK.
  • awatar Rafał Mandes: @Kamil Lodziński: Ula, ale nie tak to miało wyglądać:)
  • awatar Gość: Hej! Zbieram 400-serduch! wejdziesz...? www.photoblog.pl/motylek1998/walentynka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ubiegając wszelakie pretensje, nie zwracam kosztów zakładów bukmacherskich. Na pocieszenie, sam sporo straciłem

Jak ktoś nie widział tego meczu, może ten brak nadrobić. Polka przegrała 2:6, 0:6...


PS: Jak poinformowała sama zainteresowana, w Paryżu zaatakowała ją angina i przez najbliższe kilka dni Isia będzie musiała zażywać antybiotyk. Wytłumaczenie przyjęte.
 

 
Jakie filmy najczęściej oglądają kobiety? Komedie romantyczne, dramaty, melodramaty? Może i tak, ale jej to w ogóle nie interesuje. Najlepsza polska tenisistka uwielbia bowiem... horrory.

Skąd zamiłowanie akurat do filmów grozy? Jak mówi sama Isia - "lubię się czasem przestraszyć". Oby nie przestraszyła się Amelie Mauresmo, z którą dziś późnym wieczorem będzie walczyć o półfinał turnieju w Paryżu.

Agnieszka kiepsko rozpoczęła rok, przegrywając w Australian Open już w I rundzie. Choć w zeszłym sezonie dostarczyła nam wielu emocji, po tej australijskiej porażce nikt o tym już nie pamiętał. Zaczęły się lamenty, krytyka, przewidywanie, że to będzie dla Polki kiepskie 12 miesięcy. Bzdura! Jak mawia jej ojciec Robert, w tenisie kobiecym często zdarzają się "kontuzje mózgu". Nic dodać, nic ująć.

Iśka zapytana wczoraj przez francuskich dziennikarzy, co myśli o Mauresmo, odpowiedziała tylko - "Horror". To nawiązanie do jedynego jak dotychczas pojedynku pań w Amelia Island. Rok temu po 3-godzinnym, bardzo dramatycznym meczu, wygrała Francuzka.

Jak będzie dziś? Bukmacherzy są ostrożni w typowaniach, oceniając szansę obu tenisistek pół na pół. Ja tam zainwestuję trochę grosza w Radwańską. Wam polecam to samo

Pozdrawiam

PS: Swoją drogą, czy Wy nie przestraszylibyście się Mauresmo?

PS2: Oczywiście, ktoś pobawił się troszkę w photoshopie
 

 
Witam wszystkich!!!

Całe życie uważałem, że pisanie pamiętników, lub czegoś na podobieństwo, nie ma większego sensu. Ale z tym jest tak, jak w tej ostatnio bardzo popularnej reklamie marki samochodu, za którego kierownicą w F1 zasiada Fedziu Alonso: mówiłeś, że dziewczyny są głupie, mówiłeś, że nigdy nie kupisz komórki, mówiłeś, że nie chcesz mieć dzieci, itd, itp...

I tak jest z tym blogiem. Jak to wszystko wyjdzie, okaże się w praniu. Jak widać po załączonych z obu stron fotkach, będzie to blog poświęcony wszystkim pozapiłkarskim sportom. To nie tak, że piłką gardzę, wręcz przeciwnie. Czasami i o skórokopaczach napiszę, ale nie za często...

Będzie więc o tenisie, który uważam za piękny sport i dyscyplinę, na której można dużo zarobić u bukmacherów, będzie o żużlu, w którym można się zakochać po pierwszej wizycie na stadionie, będzie o innych sportach motorowych na czele z Formułą 1, na wyścigach której można się porządnie zdrzemnąć. I wielu wielu innych.

Z prawej strony można przeczytać, że jestem żurnalistą. To prawda A, że nie lubię zwierząt, proszę nie nazywać mnie hieną dziennikarską, oraz nie wytykać mi kaczek dziennikarskich. W końcu nie myli się tylko ten, który nie próbuje.

A więc do usłyszenia, tzn. do poczytania...

PS: Nie obrażajcie się za moje zdjęcie. To nie tak, że odwracam się do Was plecami. Po prostu fotka mi się podoba

  • awatar Rafał Mandes: Dziękuje serdecznie:) Ciekawe kto to napisał, mam dwóch kandydatów:)
  • awatar Gość: Panie Redaktorze, w imieniu pracowników miesięcznika "Łasuch" chcielibyśmy zaprosić Pana jako honorowego gościa obchodów Tłustego Czwartku w naszej redakcji, z dziennikarskim, lukrowym pozdrowieniem
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›