• Wpisów:84
  • Średnio co: 38 dni
  • Ostatni wpis:7 lata temu, 00:11
  • Licznik odwiedzin:55 847 / 3301 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
7 maja z Kawaguchim, 21 z Sylvią - to będą najtrudniejsze dwa tygodnie w sportowej karierze Mariusza Pudzianowskiego. "Dominator" zdaje sobie z tego sprawę, ale...

Strongman wybrał się za ocean promować swój pojedynek z Amerykaninem. Dziś odbyła się konferencja w Bostonie, jutro to samo czeka go w Nowym Jorku. Pudzianowski nie marnuje więc czasu. Moim zdaniem tak krótka przerwa pomiędzy pojedynkami to szaleństwo. O dziwo zgadza się z tym po części także sam "Dominator".

- Jestem szalony, lubię wyzwania - przyznał na dzisiejszej konferencji Pudzianowski.

Coś w tym jest. Stoczył ledwie jeden pojedynek w MMA, a teraz zdecydował się na takie wyzwanie. W rozmowie ze mną, po wygranym debiucie z Najmanem, mówił...

- Spokojnie, spokojnie. Ja chcę zdobyć 10-piętrowy budynek, ale na razie jestem na parterze. Piętro po piętrze, tak to ma wyglądać. Trening czyni mistrza, powtarzałem to i będę powtarzał. Zawsze!

Jak widać szybko zmienił zdanie. Jest w tym coś z szaleństwa. Ale w końcu kto nie ryzykuje, ten nie ma. Pudzianowski dobrze wie, że Sylvia to nie jest ktoś przypadkowy.

- Po raz pierwszy sprawdzę się na tle kogoś poważnego. Tim to duży facet, a co za tym idzie będę miał dużo celów do poturbowania. Obiecuję, że to będzie twarda, brutalna walka.

Trzymamy więc za słowo!
 

 
Legia wygrała w Gdańsku z Lechią 3:2. A przegrywała już 0:2. Warszawiacy pokazali po raz pierwszy od niepamiętnych czasów charakter. Takie zwycięstwa cementują zespół, dodają skrzydeł. Teraz Lech!

To co wyprawiali ostatnio piłkarze ze stolicy wołało o pomstę do nieba. Grali tak, jakby im się nie chciało, jakby im nie zależało. Dzisiaj to wyglądało zupełnie inaczej. Jeśli podopieczni Stefana Białasa będą tak zawsze reagować na szybko stracone dwie bramki, nie mam nic przeciwko temu, by tak właśnie się działo.

Gdyby połowę tego co z Lechią legioniści zaprezentowali w meczach z Odrą, Polonią B. i Śląskiem mieliby na koncie o osiem punktów więcej. Było, minęło. Mistrzostwo jeszcze jest w zasięgu warszawiaków. Byle grali tak jak dziś. To jest jedyny, aczkolwiek niezbędny, warunek.

Po meczu cieszyli się tak, jakby te mistrzostwo już zdobyli. A pokonali ledwie ligowego średniaka. Nie chodzi jednak o klasę rywala, a styl w jakim wygrana została wywalczona. Brawo!
 

 
W pojedynkę rozprawił się z mistrzem Francji. I to na wyjeździe. Dzięki dwóm bramkom Ireneusza Jelenia Auxerre pokonało Bordeuax 2:1.

"Jelonek" to bez wątpienia najlepszy obecnie polski piłkarz. Jest w formie, strzela gole w bardzo dobrej zachodniej lidze, nic tylko się cieszyć. Takich jedenastu w kadrze i moglibyśmy myśleć o sukcesie podczas Euro 2012. Niestety Irek jest tylko jeden.

W listopadzie 2006 roku, gdy pracowałem jeszcze w "Super Expressie", odwiedziłem Jelenia w Auxerre. Irek był tam dopiero od kilku miesięcy. Wszystko go przerażało. I poziom ligi i język francuski. Był taki trochę zagubiony. Na szczęście Auxerre to mieścina. Zresztą sam piłkarz powiedział mi wtedy, że gdyby wylądował np. w Paryżu, to raczej by sobie nie poradził.

Teraz to zupełnie inny człowiek. Przyzwyczaił się do innych standardów, języka się poduczył. Jak przyjeżdża na kadrę widać w nim pewność siebie. Fajnie! On jak nikt inny zasłużył na to, by odnieść sukces. I sodówka mu nie grozi. Poza żoną i dzieciakami życia nie widzi. Piłka i rodzina - super zestaw. Oby tylko kontuzje go omijały!

Bramki z wczorajszego meczu możecie zobaczyć TU - http://sportfan.pl/artykul/16005/jelen-pograzyl-lidera-dwa-gole-polaka

Po tym spotkaniu Francja oszalała na punkcie Jelenia. Nic tylko "ochy" i "achy" od dziennikarzy opisujących jego grę. Mi najbardziej do gustu przypadł tytuł w relacji prestiżowego "France Football". Autorzy nawiązali do samego... Jamesa Bonda - "Jeleń, nazywa się Jeleń". Irek licencji na zabijanie nie ma, ale już na gole jak najbardziej.
  • awatar Gość: hehe ty smieszny mendes troche jestes ;D i nie za chudy ;D zastanów sie nastepnym razem jak bedziesz cos chcial o grubasku ronaldo pisac :D hehe
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Miało być łatwe zwycięstwo, miał być wymarzony fotel lidera. Nic z tych rzeczy. Zamiast tego kibice Legii najedli się wstydu. I to podobno przez nich przegrała ekipa z Warszawy.

Że co?! Tak przynajmniej próbował wmówić Jan Urban na konferencji prasowej. Dziennikarze z politowania śmiali się pod nosem. Oczywiście, doping fanów jest ważny, może dodać skrzydeł, ale bez przesady. Z ostatnią w tabeli Odrą drużyna, która aspiruje do mistrzowskiego tytułu, powinna wygrać z 5!

Urban ma jednak zupełnie inne zdanie. Według niego w drużynie większość piłkarzy nie jest na tyle mocnych psychicznie, by wytrzymać presję trybun, by wytrzymać nieprzychylne komentarze kibiców. Skoro zawodnicy mają tak słabe głowy jakim cudem grają w takiej drużynie jak Legia?

Trener zapytany m.in. dlaczego tak rzadko jego podopieczni oddawali strzał z daleka, odpowiedział:

- Faktycznie, za dużo takich strzałów nie było. Ale znów wracamy do punktu wyjścia. Zawodnik boi się zaryzykować, skoro wie, że jak mu nie wyjdzie, to kibice będą z niego szydzić.

Brak słów, naprawdę brak słów. Trener najbardziej zdenerwował się na jedną z przyśpiewek fanów. Poszło o...

- Co wy robicie, wy naszą Legię hańbicie.

Słowa moim zdaniem idealnie pasujące do tego, co wyprawiali piłkarze na murawie. Urbana jednak bardzo dotknęły. Ryba psuje się od głowy. Coś w tym jest...
  • awatar Gość: hehe i dobrze wam tak
  • awatar Gość: Zemsta Urbana za Górnika Zabrze,niestety nic nie zdziała w LEGII
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po co przychodzi się na mecze reprezentacji? Podopingować rodaków, popatrzeć jak grają? A skąd! Oni mają zupełnie inny cel.

Polska zmierzyła się wczoraj z Bułgarią na stadionie Polonii Warszawa. Na trybunach zjawiła się grupa około stu kiboli Legii, którzy pojawili się tam tylko po to, by obrazić znienawidzoną przez siebie ekipę "Czarnych Koszul".

Co kilka minut jeden debil intonował, a inni powtarzali za nim:

- Polonia "K", Polonia "S", Polonia zawsze ku*** jest!

Niestety grupka podobnych imbecyli nazywających się kibicami Polonii odpowiadała tym z Legii. Zamiast więc dopingu dla reprezentacji, było wzajemne obrzucanie się błotem. Reszta normalnych fanów był tym faktem bardzo zniesmaczona.

Nie tak powinny wyglądać mecze kadry, nie tak...
 

 
Trudno znaleźć bardziej dwulicowego sportowca w Polsce od niego. Mówi (myśli) jedno, robi drugie. Przykre. Bardzo przykre.

Tomasz Adamek być może zostanie mistrzem świata wagi ciężkiej, może dokona czegoś, czego nie dokonał z naszych jeszcze nikt, ale jednego nigdy nie zdobędzie - pełnego szacunku kibiców. Ten facet łże w żywe oczy.

Dowód? Proszę bardzo. Dziś Jerzy Kulej w rozmowie ze mną zdradził...
http://sportfan.pl/artykul/15701/tylko-u-nas-kulej-zdradza-jest-konflikt-w-obozie-adamka
Z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że pan Gmitruk wcale chory nie jest. Choć oczywiście wcześniej miał duże problemy, przeszedł zawał serca, ale teraz czuje się w miarę OK. Na tyle, by spokojnie przygotować do walki Adamka.

Tego jednak nie zrobi. "Góral" mami kibiców, że strasznie mu przykro, że trzyma kciuki za zdrowie Gmitruka, że wygra dla niego. Napisał to na swojej stronie internetowej. Nie wstyd mu?

Od dziś przestaje kibicować temu panu. Walki będę oglądać, bo lubię boks, ale jako człowiek Adamek dla mnie nie istnieje!
  • awatar Gość: nie trzeba wierzyć panu kulejowi,od boksu mózg mu sie lasuje
  • awatar Gość: Madnes impotencie umysłowy Ty juz lepiej nic nie pisz ani tutaj ani na sporfanie!!!!
  • awatar Gość: Adamek będzie mistrzem a Ty zanjdź sobie kamień i schowaj pod nim bo dla mnie nie istniejesz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wczoraj nasza największa zimowa gwiazda rozpoczęła starty na IO w Vancouver. W biegu na 10 km techniką dowolną zajęła piąte miejsce. Kibice są zadowoleni. Ale dlaczego?

Eksperci typowali Justynę Kowalczyk na podium cztery razy. I słusznie. Wskazywała na to jej forma w ostatnich tygodniach. Polka oczywiście za bardzo na te 10 km i tym stylem biegać nie lubi, ale przecież jest w takim gazie.

Ten gaz nie wystarczył. Inne były lepsze, Justyna zajęła piąte miejsce. Dopiero piąte! To rozczarowanie - nazywajmy rzeczy po imieniu. Tak zrobiły WSZYSTKIE media w naszym kraju. Oczywiście nie spodobało to się kibicom. Dla nich te piąte miejsce to sukces. Paranoja!

Na igrzyskach liczą się tylko medale. Za kilka dni nikt na świecie nie będzie pamiętać, że Kowalczyk była piąta. Jest liderką PŚ i jej celem minimum na każdy start jest podium. Tego ona sama od siebie wymaga, tego wymagajmy my od niej!

Mocno wierzę w to, że po rozczarowaniu przyjdą jednak lepsze występy. I wtedy będziemy cieszyć się z sukcesu. Piąte miejsce jest natomiast porażką. Koniec, kropka.
  • awatar Gość: Co z Ciebie za Polak?? Ja się cieszę nawet i z piątego, dala z siebie wszystko, co udowodnila zdobywajac zloty medal
  • awatar Gość: Wiem, Panie Mandes że Pan jest najlepszy na świecie i że tylko Pan się liczy na tym świecie, ale to niestety tylko Pana wyobrażenie. Justyna jest, najlepsza w tym co robi. Niech dalej, robi to co robi - bo jej to wychodzi. A Pan to nawet czasem się nie nadajesz do pisania swoich artykułów na Sportfanie. Pan, to by chciał żeby zawsze było, po naszemu, żeby zawsze byli pierwsi nasi sportowcy. A wiesz Pan, co to jest ciężka praca ??? Bo sądząc, po Pana toku myślenia to nie. Justyna Kowalczyk, doszła do wszystkiego swoją ciężką pracą. Owszem, może pan oceniać - nikt Panu tego nie zabrania, ale mówienie że bezsensem jest cieszenie się z 5 miejsca, to lekka przesada. Ciekawe jakie Pan miejsce by zajął w biegu. Przecież Pan lepiej wszystko wie i jest Pan najlepszy wedle swego toku myślenia ...
  • awatar Gość: ch*J ci w srake lamusie ! obrazasz nasza najlepsza biegaczke narciarska !!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Już w piątek w Vancouver ruszają 21. Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Super! To pierwsza z dwóch wielkich imprez tego roku. O dziwo może przynieść nam sporo emocji. Głęboko w to wierzę.

Choć Polska nigdy potęgą na ZIO nie była, nie jest i nie będzie, to te kilka medali (3-4) mamy szansę zdobyć w Kanadzie. Głównie za sprawą Justyny Kowalczyk, która w każdym swoim starcie spokojnie może wdrapać się na podium.

Mocno ściskać kciuki będę także za Adama Małysza. Za skokami nigdy mocno nie przepadałem, ale temu facetowi w kolekcji brakuje tylko olimpijskiego złota. I jak nikt inny na ten medal zasługuje.

Mam nadzieję, że miło zaskoczy nas również Tomasz Sikora. Igrzyska to bardzo specyficzna impreza. Równie ważne jak rewelacyjna forma jest także duże doświadczenia. A te Tomek ma. Oby tylko trafiał tam gdzie trzeba.

Niespodzianki? Paulina Ligocka. W Turynie jej nie wyszło, ale jeśli wykona swój program w stu procentach, będzie miała medal. Niestety w half-pipie o nieskazitelny przejazd bardzo trudno. Nikt jednak nie mówił, że będzie lekko

A oto polski rozkład jazdy na ZIO w Vancouver (godziny wg naszego czasu)

13.02
19.45 - skoki narciarskie, skocznia normalna

14.02
20.15 - biathlon, sprint M na 10 km

15.02
19.00 - biegi narciarskie, 10 km stylem dow. K

16.02
21.45 - biathlon, bieg na dochodzenie 12,5 km M

17.02
21.30 - biegi narciarskie, sprint M i K

18.02
21.30 - snowboard, half-pipe K
22.00 - biathlon, 20 km M

19.02
22.00 - biegi narciarskie, bieg łączony 15 km K

20.02
21.30 - skoki narciarskie, skocznia duża

21.02
19.45 - biathlon, 15 km ze startu wspólnego M

27.02
20.45 - biegi narciarskie - 30 km ze startu wspólnego K

Na igrzyska będzie się oczywiście dziać więcej ciekawych rzeczy. Ja od zawsze bardzo lubiłem narciarstwo dowolne i skoki akrobatyczne. Na deser wideo z tego, jak przygotowują się do ZIO właśnie freestyle'owcy. Jak trenują skoki, gdy nie ma śniegu? ZOBACZCIE!
 

 
No i pierwszy wielkoszlemowy turniej tego roku stał się historią. Wygrali ci, którzy wygrać mieli. Na kortach było ciekawie. Ciekawie było też podczas konferencji prasowych.

Autorzy oficjalnej strony Australian Open wybrali kilka smakowitych kąsków. Bezapelacyjnie najlepszym okazał się Rosjanin Nikołaj Dawidienko. I to podwójnie najlepszym.

Oto jego poglądy na temat: picia alkoholu...
- Nie, ja nie pije, naprawdę. Nie mogę za dużo pić ponieważ, jak widzicie, jestem chudy. Czasami piję czystą wódkę, czasami w drinku z red bullem. Mała ilość daje powera w nocnych klubach, czy dyskotekach.

...bycia znaną osobistością.
- Nie jestem Paris Hilton. Nie chciałbym być kimś takim. Nie chcę być jak Nadal, czy Federer. Tych gości nigdy nie widziałem na śniadaniu. Zostają w pokojach i wołają służbę. Ja wolę zejść po schodach, wziąć śniadanie lub obiad i pójść gdziekolwiek.

Nic dodać, nic ująć. Ale jak słusznie zauważył mój redakcyjny kolega, co z niego za Rosjanin, że pije wódkę z red bullem. Przecież oni tam wyłącznie czyściochę. A Nikołaj tylko czasami. Wstyd
  • awatar preen: uwielbiam nikołaja
  • awatar Gość: a autor tekstu ? zawsze trzeźwy chodzi? wątpię...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
To może być jedno z ciekawszych sportowych wydarzeń tego roku. Jeśli dopnie swego jeden z najlepszych obecnie narciarzy alpejskich wystąpi w kwalifikacjach tenisowego US Open! Jak to możliwe?

Amerykanie często mają dziwne pomysły. Tym razem trzeba ich jednak pochwalić. Tamtejszy związek tenisa wymyślił sobie bowiem, że zorganizuje dla amatorów turniej, którego triumfator zagra w eliminacjach US Open. Wystarczy mieć powyżej 14 lat i odłożone 125 dolarów. No, a potem rakieta w rękę i do dzieła.

Swoich sił spróbuje, uwaga, Bode Miller. Znakomity narciarz alpejski, który ma na koncie medale MŚ i IO, do treningów zabierze się tuż po zakończeniu PŚ. Miller nie jest jednak tenisowym żółtodziobem. W przeszłości wygrał m.in. mistrzostwa stanu Maine szkół średnich.

- Tenis zawsze był częścią mojego życia - powiedział alpejczyk.

Miller to bardzo barwna postać. Z pewnością i na korcie się o tym przekonamy. Uzbrajamy się więc w cierpliwość i czekamy na występy Amerykanina.
 

 
Dzisiaj w nocy Łukasz Kubot rozegra najważniejszy mecz w swojej singlowej karierze. W 1/8 finału wielkoszlemowego turnieju jeszcze nie był.

Rywalem będzie znakomity Novak Djoković.
Panowie w ubiegłym roku spotkali się w finale w Belgradzie. Wygrał Serb, ale nie był to mecz do jednej bramki. Mam nadzieję, że teraz będzie podobnie. Wygrać będzie piekielnie trudno, ale oby Kubot mu się postawił.

Najbardziej cieszy mnie jednak fakt, że Polak jest coraz bardziej widoczny w światowej czołówce. Djoković sporo wie o Kubocie. A to dowód, że śledzi jego występy.

- To dobry zawodnik, zarówno w singlu jak i deblu. Moim zdaniem gra właśnie swój najlepszy tenis w karierze. Awans do czwartej rundy, nawet mimo tego walkowera z Jużnym, to dla niego wspaniały wynik. Gra bardzo agresywnie. Znam jego styl, więc przygotuję się jak najlepiej.

Zatem miejmy nadzieję, że Kubot i w batalii z Djokoviciem będzie agresywny. Do stracenia nie ma nic. Trzymajmy kciuki!
 

 
Za to kibice kochają tenis! Ruszył wielkoszlemowy Australian Open, za nami ledwie pierwsza runda, ale już byliśmy świadkami niesamowitego meczu.

Bohaterami nie zostali wcale Rafael Nadal, Roger Federer, Nikołaj Dawidienko, Fernando Verdasco, czy Andy Roddick. Fantastyczny, blisko pięciogodzinny bój, stoczyli bowiem Rosjanin Michał Jużny i Francuz Richard Gasquet.

Zaczęli australijskiego czasu we wtorek, skończyli w środę. Raz jeden był bliższy zwycięstwa, raz drugi. Ostatecznie triumfował Jużny 6:7, 4:6, 7:6, 7:6, 6:4. Po drodze obronił dwa meczbole! W tym pojedynku było tyle niesamowitych piłek, tyle niesamowitych wymian, że spokojnie można by nimi obdzielić cały Australian Open.

Choć to dopiero początek tego turnieju panowie zawiesili poprzeczkę niezwykle wysoko. Obyśmy doczekali się jednak jeszcze lepszego widowiska. Najlepiej w finale.
 

 
Skąd się bierze fenomen Rajdu Dakar? Nie mam pojęcia! Nie kumam też wyrzucania kasy w błoto przez Orlen. Gdzie oni mają oczy?

Przed chwilą jadący świetnie (podobno) Krzysztof Hołowczyc przegrał z wydmą i kiszka - koniec emocji (jakich emocji?!). Na gorąco relacjonuje, że siedzi gdzieś na pustyni i płacze. I nie może się nadziwić, że jechał tak bezpiecznie, a mimo to miał awarię. Żenada!

Po pierwsze po cholerę płaczę, po drugie - bezpiecznie to można sobie jechać po zwykłej drodze. By marzyć o zwycięstwach jedzie się na maksa. Takich jadących na maksa jest w Dakarze niewielu. Reszta wyłudza kasę (jak "Hołek" od Orlenu) i udaje, jakimi to nie są bohaterami.

A na deser emocjonowanie się jadącym quadem jakimś tam Sonikiem i motocyklistą Przygońskim, który opowiada, że jak wejdzie do czołowej dychy, to będzie MEGAsukces. Przykre, bardzo przykre.
  • awatar Gość: słaby ten blog jak siki
  • awatar Gość: Wspaniały ten Dakar, wspaniały. Jest przepiekielna moc, emocje , jazda na krawędzi. Hołowczyc był najlepszy z niefabrycznych zespołów. Jak ktoś ponsoruje, to za swoje sponsoruje. Nie zazdrość.
  • awatar Gość: nio żenada
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Diabeł tkwi w szczegółach. Sportowy sukces także. Wiedzą o tym dobrze w warszawskiej Legii. Dlatego zdecydowali się na nietypowe, jak na polskie warunki, badania.

Pod lupę wzięli... stopy piłkarzy. Za pomocą specjalistycznego sprzętu przebadano je od "A" do "Z". Zawodnicy Młodej Legii już niedługo będą biegać w specjalnie dla nich skonstruowanych wkładkach. Jak ważne jest to dla piłkarza nie trzeba chyba nikogo przekonywać.

- Cel testu to zbadanie rozkładu sił i obciążenia w trakcie ruchu. Wkładki pomiarowe są wyposażone w czujniki i zliczają każdy nacisk w trakcie ruchu. System komputerowy umożliwia ocenę każdego zawodnika - przyznaje Jacek Pałański z firmy Bauerfeind, która przeprowadziła to badanie.

Technologia w Legii od dawna jest na wysokim poziomie. Oby kiedyś dostosowali się do niej sami piłkarze...
 

 
Zbliża się koniec roku, zbliża się także koniec pierwszej dekady XXI wieku. W związku z tym w internecie jak grzyby po deszczu pojawiają się przeróżne rankingi.

W oko wpadł mi szczególnie jeden. Dziennikarze portalu www.queensberry-rules.com wybrali ich zdaniem najlepszych, najbardziej efektownych nokautów ostatnich dziesięciu lat. Wybór tego najlepszego pozostawili kibicom. I dobrze!

W zestawieniu znalazła się sama esencja boksu. To czysty artyzm. Zresztą przekonajcie się sami.

Oto trzy moim zdaniem najefektowniejsze KO lat 2000-2009:

Lennox Lewis - Mike Tyson (2002)

Nonito Donaire - Vic Darchinyan (2007)

Manny Pacquiao - Ricky Hatton (2009)
 

 
Tak po cichu, ale najważniejsze, że skutecznie - mamy pięściarskiego mistrza Europy w wadze ciężkiej. Teraz czas na pas czempiona globu.

Albert Sosnowski to kawał dobrego boksera. Udowodnił to w walce z Paolo Vidozem. Wygrał bezapelacyjnie i zdobył to, o czym jeszcze do niedawna marzył.

Ci, którzy traktują mistrzostwo Europy z przymrużeniem oka, są w błędzie. Dużym błędzie. Przed Albertem otwierają się salony boksu. Oby to wykorzystał. Swego czasy ten pas należał do Lennoksa Lewisa...

Trzymam kciuki, by Albert poszedł w jego ślady! Na deser mam dla Was zdjęcie zrobione podczas ogłaszania werdyktu autorstwa mojego kolegi z Super Expressu Janka Cioska. Super!
 

 
Byłem, widziałem, ale niestety też i co nieco usłyszałem. Myślicie, że tylko na piłkarskich stadionach można spotkać debilnych kibiców? Okazje się, że niekoniecznie.

Podczas wczorajszej gali na Torwarze kręciło się tyle buractwa, że naprawdę trudno zliczyć. Gdyby się tylko kręcili - pół biedy. Pech chciał, że także komentowali. I to głośno. Chcieli być śmieszni. I było śmiesznie - tyle, że to z nich się śmiano...

Najgorsze, że na trybunach było dużo małych dzieci. Nasłuchały się za wszystkie czasy. Czego? Oto kilka przykładów:

- "Zabij go!"
- "Zrób mu loda, pchaj od tyłu!"
- "Odetnij mu głowę i naszczyj do szyi!"
- "Napier*** ile wlezie, to jest śmieć!"

Podobnych było wiele. Ci, co krzyczeli, byli z tego niezwykle dumni. Bez komentarza...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Godziny dzielą nas od walki tytanów jak starcie Mariusza Pudzianowskiego z Marcinem Najmanem określa "Super Express". Będzie się działo, oj będzie!

Może panowie zbyt dużych umiejętności nie mają, ale już dawno żadna walka w Polsce (bez podziału na konkretne dyscypliny) nie wywoływała tak dużych emocji. Wieczorem wszystko się wyjaśni - do ringu wejdą o 22.45.

Przed chwilą rozmawiałem z Pudzianowskim. Taka ostatnia pogawędka przed walką. "Dominator" jest niezwykle pewny siebie.

- Jestem dobrze przygotowany i wiem, że Najman nie jest mi w stanie nic zrobić. Na pewno doj*** mu ostro, lepiej niech sędzia będzie w pogotowiu! - powiedział.

Mariusz od zawsze był bezpośredni. Ma to swój urok Dodał, że o dziwo nie czuje żadnego stresiku. Dziwi go to. Mnie też.

- A Najman boi się, a jeszcze do ringu nie wyszedł. On ma słabą psyche - zaznaczył Pudzianowski.

Jak to się skończy? Przekonamy się za niecałe 10 godzin!
  • awatar Gość: wjebał mu konkretnie :D
  • awatar Gość: obydwaj się nadajom do zbierania ziemniaków a nie walki
  • awatar Gość: Rozmawiałeś, ta, rób co chcesz, prowadź bloga, nie wiem, ale odpuść ten sporttube...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Choć od meczu Legii z Zagłębiem minęło już kilka dni, właśnie po raz kolejny trafiłem na powtórki tego spotkania w telewizji. Krew mnie zalała ponownie!

Jakim cudem, pytam się jakim cudem, drużyna, która chce walczyć o mistrzostwo Polski nie ma w składzie jednego porządnego napastnika? Chinyama jest chory i gra Legii w ataku nie istnieje. Lubinian powinien pogrążyć Marcin Mięciel, ale mimo kilku stuprocentowych sytuacji tego nie zrobił.

Kilkanaście dni temu, gdy "Miętowy" w dwóch meczach zdobył cztery bramki, trener Legii Jan Urban narzekał:

- Ja nie chcę Mięciela, który zdobywa bramki w dwóch meczach z rządu. Ja chcę Mięciela, który będzie je zdobywał w dziesięciu!

Wtedy troszkę mnie to zirytowało, teraz wiem, że trener miał rację. Jeśli walczy się o tytuł, trzeba prezentować równą, dobrą formę. Tego niestety o piłkarzach Legii powiedzieć nie można.

Z bólem serca muszę przyznać, że tylko cud odbierze koronę czempiona Wiśle. Cud, albo porządne zakupy Legii w zimowym okienku. Na to drugie jednak się nie zanosi...
 

 
Już tylko tydzień pozostał do debiutu Mariusza Pudzianowskiego w MMA. Może "Dominator" zbyt dużych umiejętności nie ma, może jest zbyt potężny jak na tą dyscyplinę sportu, ale na pewno 11 grudnia na Torwarze będzie ciekawie!

Po prostu Pudzianowski jest gwarantem emocji. Bez względu na to co robi. Znam go już od kilku ładnych lat, więc wiem co mówię. On po prostu do wszystkiego co robi podchodzi z maksymalnym zaangażowaniem.

Byłem na jego pierwszym teledyskowym planie, byłem na jego pierwszych treningach tańca, widziałem na własne oczy jego pierwszy piosenkarski występ - oczywiście nie wypadł lepiej niż mistrzowie tańca, czy śpiewu, ale wkładał w to całe swoje serce. Z MMA jest podobnie.

Pudzian nie zadziera nosa, nie chodzi z głową w chmurach - na treningach jest posłuszny jak baranek, słucha rad po prostu mądrzejszych. I dlatego na tym dobrze wyjdzie. Trenuje z grupą profesjonalistów, której motto to - "Nie żyjemy by trenować, trenujemy by lepiej żyć". Mariusz postępuje podobnie!

Nawet jeśli nie wygra z Najmanem, na pewno włoży w walkę całe serducho. Takich sportowców w Polsce mamy jak na lekarstwo. I dlatego też sukcesów jest jak kot napłakał...
 

 
Do świąt jeszcze blisko miesiąc, ale szaleństwo już trwa. Sam zacząłem zastanawiać się nad prezentami dla najbliższych. Szukałem, szukałem i...

I o mało z krzesła nie spadłem. Przeglądając newsy z Wielkiej Brytanii dowiedziałem się, że słynna Victoria Beckham kupiła jeszcze słynniejszemu Davidowi Beckhamowi dwie... świnie. Rozumiem, że ktoś ma problem z wyborem prezentu, ale świnie? Od tej sławy już kompletnie powariowali.

Jedna z angielskich gazet cytuje przyjaciela państwa Beckham. Podobno Victoria zastanawiała się co można kupić facetowi, który wszystko ma i którego na wszystko stać. Wybrała świnki...

Najlepsze jest jednak to, że piosenkarko-modelko-projektantka jedną z tych świń chciała nazwać po bardzo dobrym znajomym rodziny - Elthonie Johnie. Śmiech na sali.

Odwiódł ją od tego sam David. Stanęło na Pinky i Perky
  • awatar Gość: z jedną świnią już się ożenił więc druga chyba zbytniej różnicy nie robi
  • awatar Gość: durnty jestes jak but. swinki domowe sa teraz w uk ib nie tylko bardzo modne.ludzie trzymaja je i hoduja jak psy. W koncu swinia ma wyzsze iq od psa.doucz sie i doczytaj najpierw...
  • awatar Gość: Na pewno świnki wietnamskie, które robią furorę wśród celebrytów. Paris Hilton tez sobie taką kupiła...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Polska po 388 minutach strzeliła bramkę. Polska po ponad trzech miesiącach wreszcie wygrała mecz. Szkoda tylko, że spotkania reprezentacji są dla niektórych kiboli okazją do wyrównywania własnych porachunków.

Byłem w Bydgoszczy, więc widziałem i słyszałem wszystko na własne oczy i uszy. Po raz pierwszy od niepamiętnych czasów kadra mogła liczyć na głośny doping. Niestety w niektórych momentach lepiej by pewna garstka milczała.

Kilku chuliganów, bo choć nie zdemolowali stadionu, ani nikogo nie pobili, to inaczej ich nazwać nie wypada, co jakiś czas krzyczało znane ze obiektu Legii "ITI spierd....". Na koniec zaintonowano "Jeszcze jeden, jeszcze jeden".

O zadymie sprzed kilkunastu dni z Warszawy już wszyscy zapewne słyszeli. Teraz te same osoby kontynuują żenadę na meczach kadry. WSTYD! Jakim cudem w ogóle znaleźli się na trybunach? Brak mi słów.

Przykre to jest z wielu względów. No bo kogo interesują porachunki kiboli Legii na spotkaniu reprezentacji, no kogo? NIKOGO! Garstka debili tylko się skompromitowała. Dla nich jednak pojęcie kompromitacji nie istnieje. A szkoda...
  • awatar Gość: przecież stadion to wymarzone wręcz miejsce żeby otrzaskać sobie swoje puste głowy... trzeba brać przykład z kibiców siatkówki. Niektórzy śmieją się, że siatkarskie spotkania w Polsce to pikniki czy festyny, ale tam przynajmniej można pójść bez obaw że się dostanie pałą w głowę. Chodzi się po to żeby dopingować swoją drużynę.Kibicować. Normalni ludzie boją się chodzić na stadiony przez takiego..jednego czy drugiego z pałą. niestety.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Debel to takie niechciane dziecko tenisa. A szkoda. Wielka szkoda. Każdy kto widział chociaż jeden taki mecz, wie co piszę.

I w tymże deblu od dłuższego już czasu polska para radzi sobie bardzo dobrze. Chodzi oczywiście o Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego. Dzisiaj panowie po raz kolejny to udowodnili. I to jak!

Musieli wygrać z amerykańskimi braćmi Bryan, by awansować do kończącego sezon Masters w Londynie. I wygrali - 6:4, 7:6(7). Brawo. Bob i Mike to bezapelacyjne najlepszy debel ostatnich lat. Zadanie było więc piekielnie trudne, ale dali rade.

Za to chłopakom należy się więc wielki SZACUN! W takich chwilach poznaje się prawdziwych sportowców. Oni na takie miano zasługują bez dwóch zdań.

Zresztą ja kocham takie historie, uwielbiam sportowców, którzy muszą dokonać czegoś wielkiego, by w ogóle awansować na jakąś wielką imprezę.

W tym gronie jest np. Leszek Blanik. Nasz znakomitych gimnastyk musiał zostać mistrzem świata, by zakwalifikować się na igrzyska w Pekinie. Zrobił to! Jak to się później w Chinach skończyło, wszyscy doskonale pamiętamy.

I tego życzę "Matce" i "Frytce" w Londynie. Panowie do boju!
 

 
Śmiać mi się chcę, gdy patrzę na te wszystkie bokserskie rankingi. Pokonał przesłabego, schorowanego emeryta i już jest niby lepszy od kilku naprawdę dobrych pięściarzy.

Liczę, wierzę i trzymam kciuki za Tomka Adamka. Ale bez przesady. Wygrana z Andrzejem Gołotą nie była czymś trudnym. Ba, dla "Górala" to był przecież tylko sparing. Dlaczego więc według kilku bokserskich zestawień Adamek jest już wyżej ceniony od Wałujewa, czy Holyfielda?

Trudno zrozumieć. Trudno to pojąć. Oby Tomek udowodnił to także w ringu. Z kim więc teraz powinien walczyć nasz mistrz? Po sobotniej gali w Norymberdze wielu chciałoby zobaczyć Polaka w ringu z Haye. Ja nie!

Po cholerę komuś unikający walki pięściarz, który mocny jest tylko w gębie? Wygrał z Wałujewem (moim zdaniem niesłusznie), ale nikogo do swojej osoby nie przekonał. Więc kto? Wałujew, Kliczko, Ruiz? NIE NUDY!

Chcemy mordobicia? Chcemy! Chcemy MEGAemocji? Chcemy! Dobrym rywalem dla Adamka byłby więc niejaki Niemiec Alexander Frenkel. Kto to taki?

Gdy kibice opuścili halę po przenudnej walce Wałujewa z Haye on dopiero wyszedł na ring. W oczach ten facet ma śmierć. A te jego lewe podbródkowe i lewe haki. Majstersztyk.

ZOBACZCIE sami. Tak Alex pobił w sobotę Kelvina Davisa - byłego mistrza świata

A tak swego czasu odprawił Cory Phelpsa

Ja wiem, że dla Adamka walka z Frenkelem nie byłaby zbyt medialna, a co za tym idzie zbyt dobra finansowo. Ale jednego jestem pewien - mielibyśmy w ringu wojnę. Dramatyczną wojnę na ciosy. Chcielibyście to zobaczyć? Ja tak!
 

 
Hit? Bardziej kit! Ale co to za różnica - Legia ograła Wisłę i jest blisko krakowian w tabeli. A o to przecież chodziło.

Piłka to jednak jest piękny sport. Jeśli miał w ogóle zagrać w tym meczu, to w końcowych minutach. Z konieczności zmienił jednak Szałachowskiego. Wszedł na murawę, pierwsza jego akcja i GOL. Bohaterem meczu został Miro Radović.

Kto nie widział, oto ta bramka
http://ekstraklasa.tv/ekstraklasa/10,91668,7231720,13__kolejka__Wisla___Legia__Radovic__0_1_.html

Jak już wspomniałem na wstępie poziom tego meczu był nędzny, zwłaszcza w drugiej połowie. Do tego te smutne, niewypełnione trybuny. Nie tak powinien wyglądać "szlagier" Ekstraklasy.

Na szczęście już niedługo większość drużyn będzie mogła pochwalić się ładnymi stadionami i tego typu mecze będą mieć odpowiednią oprawę.

Brawa więc dla Legii i Rado, brawa także dla trenera Wisły Macieja Skorży. Jak wychwyciły kamery Canal +, opiekun "Białej Gwiazdy" w końcówce meczu, gdy na boisku leżał jeden z legionistów, kazał swojemu piłkarzowi wybić piłkę w aut. A Wisła miała niezłą okazję do kontry!

Niby gest często spotykany, niby nic nadzwyczajnego, ale w takim momencie, przy takich emocjach, dam sobie głowę uciąć, że nie każdy by się tak zachował. Brawo panie Skorża!
 

 
Blisko 300 dni w roku spędzają na turniejach. Są w ciągłej podróży. Jak się relaksują w wolnym czasie? Idą na zakupy, do kina, a może na imprezę? To też, ale najczęściej...

Najczęściej wybierają gry komputerowe. Tak, tak - to nie pomyłka - tenisistki uwielbiają to. Oficjalna strona Sony Ericsson WTA Tour przepytała kilka zawodniczek właśnie na ten temat. Efekt? Sami zobaczcie:

Ana Ivanović - "Nigdy nie grałam, dopóki nie spróbowałam Guitar Hero. Zakochałem się w tej grze!"

Aleksandra Wozniak - "Gdy byłam mała grałam w Nintendo z siostrą godzinami. Teraz nie rozstaje się z PSP"

Vania King - "Kocham gry wideo"

Katarina Srebotnik - "Ostatnio rzadziej gram, ale jak byłam młodsza uwielbiałam to. I byłam w te gry dobra, bo nie znosiłam, gdy wyskakiwał napis GAME OVER. Grałam dopóty, dopóki nie osiągnęłam najlepszego wyniku"

Dominika Cibulkova - "Gram w tenisowe gry. Ale nie jestem w te klocki najlepsza, wszyscy ze mną wygrywają"

Wiera Zwonariowa - "Teraz już nie gram, ale pamiętam jak spędzałam godziny przy Super Mario i Tetrisie"

Caroline Wozniacki - "Gram z bratem. Wyścigi, karaoke... Jest dużo zabawy"

Wielkim fanem gier wideo są też nasze siostry Radwańskie. Przekonałem się o tym na własnej skórze. Jakiś czas temu, podczas Pucharu Federacji w Budapeszcie, zmierzyłem się z Iśką w tenisa na automacie.

Byłem bardzo pewny siebie. Za bardzo Agnieszka szybko złoiła mi skórę. Prawda na jaw wyszła później - przyznała się, że na turniejach bardzo często zawodniczki praktykują tego typu rozrywki...
 

 
Czerwone dywany, zapierające dech w piersiach kreacje, limuzyny, a na dodatek miliony dolarów do podniesienia z kortów. Tyle, że dziewczyny nie mają już siły na grę...

Kończący sezon turniej w Dausze miał być ukoronowaniem tegorocznej rywalizacji. Niestety jest walką o przetrwanie - tenisistki padają jak muchy. Żal patrzeć. Dziś krwią zalała się Zwonariowa, drgawek dostała "nasza" Wozniacki. Wczoraj po dwóch gemach z ogromnym bólem pleców kort opuściła zapłakana Dinara Safina.

Wozniazki z bólu płakała, rzucała się po korcie, trybuny były w szoku. ZOBACZCIE!

A miało być tak pięknie. Nie jest bo dziewczyny po prostu nie mają już pary, siły, a nawet niektóre ochoty. Przy życiu trzyma ich tylko kasa. OGROMNA kasa.

Kawałek tortu skapnie i naszej Agnieszce Radwańskiej. Choć do Kataru jechała jako druga rezerwowa, to za samo siedzenie na trybunach miała zagwarantowane 50 tysięcy dolarów. Drugie tyle zarobi dziś, gdy wyjdzie późnym wieczorem na mecz z Wiktorią Azarenką.

Polka skorzystała na kontuzjach koleżanek i po raz drugi w karierze zaliczy epizod w turnieju Mistrzyń! Szczęście naszej, pech innych - taki jest sport. A jeśli by Iśka pokonała Białorusinkę, co jest jak najbardziej w jej zasięgu, na konto wpadnie kolejne sto patyków.

Czyli reasumując wygrywając jeden, jedyny mecz może się wzbogacić o 200 tysięcy zielonych, czyli ponad pół miliona złotych! MIODZIO!
 

 
Od polskiej walki stulecia minęło już kilka dni. Celowo nie pisałem o tym, co wydarzyło się w Łodzi. Bez komentarza, żal było na to patrzeć. Marne show.

Wygrał Adamek i OK. Co dalej? Rywale walą teraz drzwiami i oknami. Pada wiele nazwisk - Kliczko, Tua, Ruiz, Bird, Rahman. Ochotę na pojedynek z "Góralem" wyraził też właśnie Oliver McCall.

Pamiętacie go? Tak, tak - to ta słynna beksa-lala. Amerykanin zasłynął walką z Lennoksem Lewisem. A raczej tym, co zrobił po czwartej rundzie.

Dla przypomnienia:

Najzwyczajniej w świecie się rozpłakał. A podobno chłopaki nie płaczą Teraz ten sam McCall chciałby się spróbować z Adamkiem. Przynajmniej tak mówi jego brat i menedżer w jednej osobie, Frank.

Z kim powalczy Polak? Lada moment się pewnie przekonamy. Jeśli z McCallem to coś czuję, że znów się Amerykanin rozpłacze...
 

 
Złamanej złotówki nie postawiłbym na mój ukochany Milan w starciu z Realem. I to jeszcze w Madrycie. A oni podbili Santiago Bernabéu. BRAWO!

Gazety w Polsce rozpisują się, że to był genialny mecz, godny obu drużyn. Emocji było dużo - to prawda, ale sam poziom spotkania pozostawił wiele do życzenia. Kompromitujące błędy bramkarzy, żenująco słaby sędzia.

Na szczęście o wyniku zadecydowała przepiękna akcja - cudowne podanie Seedorfa, zimna krew Pato i Milan wygrał w Madrycie 3:2. Patrząc na formę Realu i Milanu w tym sezonie taki wynik to sensacja, wręcz cud.

Oby teraz Milan grał już tylko lepiej. Wystarczy tych kompromitacji z Zurychem, Bari, Atalantą...

Tak Pato pogrążył Real
 

 
Jakby nie grała ta nasza piłkarska reprezentacja, zawsze jej kibicowałem. Ale nie wczoraj. Wczoraj wraz z milionami Polaków zbojkotowałem mecz. Choć nie do końca...

Wszyscy trzeźwo patrzący na poziom futbolu w naszym kraju zdają sobie sprawę, że nie mamy najlepszych piłkarzy. Dlatego trudno obrażać się, dąsać, czy cokolwiek innego na naszych zawodników. Po prostu pokazują to, na co ich stać - czy to ich wina, że lepiej i więcej nie potrafią?

Nie! Ale miałem już dość wszystkiego - z PZPN na czele. Nie przypominam sobie, kiedy ostatnio opuściłem spotkanie biało-czerwonych. A wczoraj poszedłem do kina, później spokojnie na drobne zakupy. Przed telewizor dotarłem na ostatnie pół godziny. Ale nawet piwka w ręku nie było.

Ciesze się, że kibice tak jak zapowiedzieli, tak zrobili - stadion świecił pustkami. Od PZPN zaczynają odcinać się kolejni sponsorzy, którzy co prawda nadal chcą reklamować się przy reprezentacji, ale nie chcą mieć nic wspólnego z Grzegorzem Lato i spółką. Brawa dla jednych i drugich!

Wątpię, by beton z PZPN cokolwiek wziął sobie do serca, ale takie akcje są potrzebne. Może kiedyś do Latów, Piechniczków, czy Engelów coś dotrze. Oby!
 

 
O piłkarzach już zapomniałem Dzisiaj czeka na nas prawdziwa sportowa uczta - finał wielkiego turnieju z udziałem Agnieszki Radwańskiej.

Doszły mnie już słuchy, że harce Iśki w końcówce sezonu to można włożyć między bajki. Bo najlepsze odpoczywają i zbierają siły na turniej mistrzyń, że to i tak tylko łabędzi śpiew. GŁUPOTA!

Ale takimi słowami pseudo krytyki nie ma się co nawet przejmować. Fakt jest taki - Polka odniosła właśnie największy sukces w karierze, a za niespełna 13 godzin może go jeszcze wyśrubować. I to zrobi, wierzę w to!

Swietłana Kuzniecowa to rywalka, która pasuje Polce. Obie panie znają się już doskonale, o wyniku zadecyduje więc forma dnia, oraz jak to u kobiet bywa - psychika. Agnieszka od kilku spotkań czuje się na korcie bardzo pewnie. To widać po jej zachowaniu.

Finał na żywo w Eurosporcie - od 13.00. Iśka, do boju!

Dla tych co może nie śledzili turnieju w Pekinie, kilka linków.

Tak grała Polka w 1/4 finału z Jeleną Dementiewą - najlepszy mecz Iśki w tym sezonie, bez wątpienia!
http://www.sonyericssonwtatour.com/video/beijing-dementieva-vs-radwanska-20091009_2256553_1822403

Tak grała Radwańska w półfinale z Marion Bartoli:
http://www.sonyericssonwtatour.com/video/beijing-bartoli-vs-radwanska-20091010_2256553_1822911

A to dowód, że forma i pewność siebie Iśki jest na odpowiednim poziomie:
http://www.sonyericssonwtatour.com/video/shot-of-the-day-october-9-2009-20091009_2256553_1822521

Na koniec dwie fotki z życia Polki w Pekinie, poza kortem
 

 
Szczerze? Wierzyłem, że dziś Polska pokona Czechów. Ba, postawiłem nawet na to sporo (jak na moje warunki) kasy. Jestem naiwny...

Kilka nowych twarzy w kadrze, zero stresu, bo i mecz już praktycznie o nic. Można było zaprezentować radosny futbol? Można było! Naszym kochanym piłkarzykom nie to było w głowach. A szkoda.

Styl się więc nie zmienił - czy to Beenhakker, czy to Majewski, nie ma różnicy. Ale jest gorzej niż za czasów Holendra! Dlaczego? Bo po dzisiejsze porażce z Czechami (0:2) w polskiej ekipie radosne nastroje. Dowody? Proszę bardzo!

- W pierwszej połowie zagraliśmy całkiem dobrze, mieliśmy kilka ciekawych akcji, zabrakło skuteczności - to słowa kapitana Mariusza Lewandowskiego.

- Kilku piłkarzy zagrało bardzo dobre spotkanie. W sporcie tak bywa, ten lepszy ma prawo wygrywać. Mieliśmy dwie dobre sytuacje, ale okazało się, że Czesi grają w lepszych klubach i swoje okazje potrafili wykorzystać. Nie musieliśmy jednak przegrać tego meczu - to z kolei wypociny trenera Stefana Majewskiego.

Panowie, proszę, trochę więcej samokrytyki, nie kłamcie w żywe oczy!

Fakt jest faktem - najbliższy mecz o stawkę gramy za niespełna trzy lata podczas Euro 2012. Oby z lepszym skutkiem niż ostatnie potyczki z Irlandią Płn., Słowenią, czy dziś z Czechami...
  • awatar Eager is my middle name: Bardzo ciekawe hasła, jednak z jednej strony nie rozumiem dlaczego się manifestuje swoją 'niewiarę'. Jeśli nie wierzę to nie wierzę i tyle. Uważam, że takie usilne zwrócenie na siebie uwagi jest w pewnym stopniu prowokacją dla katolików. Ja osobiście, też jestem ateistką ale nie muszę tego okazywać światu by się w tym utwierdzić. Pozdrawiam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
On jest szósty w rankingu ATP, Polak - dopiero 143. On zarobił w karierze blisko 17 milionów dolarów, Polak - ledwie niecałą bańkę. On wygrał już 27 turniejów, Polak - zero. Kto lepszy w bezpośrednim pojedynku? POLAK!

Łukasz Kubot pokonał dziś sensacyjnie Andy Roddicka 6:2, 6:4. Właśnie dlatego sport jest tak piękny. BRAWO Łukasz! Przed tym meczem z kolegą z "Super Expressu" żartowaliśmy, że raczej Kubot Roddicka nie pokona, ale na pewno będzie miał więcej asów od niego.

Asów panowie mieli tyle samo (po 5), ale Amerykanin, który ma jeden z najlepszych, najsilniejszych serwisów na świecie, został dziś przez Polaka aż pięć razy przełamany. Ba, przy swoim podaniu wygrał o jedną piłkę mniej niż Kubot (30:29). SZOK!

Jak się po wszystkim tłumaczył Roddick? Że nie zagrał najlepszego tenisa, że jest już strasznie zmęczony tegorocznym sezonem, itd. itd. O Polaku ani słowa.

Nie dziwne. Pewnie nawet nie wiedział, że ktoś taki jak Kubot gra w tenisa. Fajnie, że dowiedział się o tym na własnej skórze. Tak, czy siak, to jedna z największych sensacji tego roku w męskim tenisie.

Nawet gdyby to miał być jednorazowy wystrzał Kubota to i tak warto było na coś takiego czekać.
  • awatar Gość: wow. gratulacje jasne, że było warto czekać Roddick to przecież najwyższa półka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
I kolejna duża impreza w Polsce za nami. Siatkarskie Euro pań to był jeden wielki sukces. Organizacyjny sukces. Brawo dla wszystkich.

Wielkie słowa uznania także dla naszych pań. Niby wiele osób narzeka, że przecież jeszcze niedawno dwa razy z rzędu Polki zdobywały złoto, a teraz mamy "tylko" brąz, ale bądźmy szczerzy - Euro należało do Włoszek, klasę za nimi były Holenderki, a za Holenderkami o klasę były wszystkie pozostałe ekipy. Przynajmniej ja coś takiego widziałem w TV.

Na siatkówce średnio się znam, więc o czysto sportowych aspektach rozprawiać tu nie będę. Powiem więcej - czasami oglądanie tego sportu w żeńskim wydaniu to strasznie męcząca robota. Dobrze chociaż, że jest na czym oko zawiesić

Wszyscy mówią o Ani Barańskiej, o Milenie Sadurek, o Agnieszce Bednarek, czy Asi Kaczor. A wiecie, która nasza siatkarka wzbudziła największe uznanie wśród fotoreporterów. To Kasia Gajgał! Zresztą jak najbardziej słusznie.

Takich sportowców doceniałem i będę doceniał. Kasi każdy punkt sprawiał tyle radości, jakby właśnie udanym atakiem zakończyła olimpijski finał. W jej oczach była bezustanna walka, co chwilę zagrzewała koleżanki do walki. Może Barańska jest najładniejsza, może Bednarek najlepiej serwuje, może Sadurek znakomicie rozgrywa, ale dla mnie to właśnie Gajgał była the best!
 

 
Nic tak nie boli, gdy ukochana drużyna przegrywa. Jeszcze bardziej boli, gdy dzieje się to w żenującym stylu. I to z tak kiepskim rywalem...

Kibicuję Milanowi od lat. Ot, takie zboczenie. Czerwono-czarnym wiodło się w tym okresie różnie - były piękne zwycięstwa, ale i równie piękne porażki. Ale w tak beznadziejnie słabej dyspozycji jeszcze mojego Milaniku nie widziałem. NIGDY!

Weekendowy remis z Bari(!) i środowa porażka w Lidze Mistrzów z ekipą z Zurychu (!). I to na San Siro. Milan przypominał w obu tych spotkaniach zlepek amatorów, nie mających pojęcia o futbolu. Zero pomysłu na grę, zero ambicji, zero czegokolwiek. Grali jak Polacy w Mariborze. A to już obelga z najwyższej półki.

Włoskie gazety rozpisują się o wstydzie, zwalniają Leonardo, a piłkarze jak jeden mąż mówią, że to był najczarniejszy dzień w historii klubu. Coś w tym jest.

Niedługo Milan zagra w LM dwa mecze z Realem Madryt. Po losowaniu cała piłkarska Europa czekała na te spotkania. A teraz...
 

 
Są takie mecze, które przechodzą do historii. Ten takim był. Ja go do dziś pamiętam. Pamiętam jego głównego bohatera.

To było dwanaście lat temu. Do Barcelony na mecz z Dumą Katalonii przyjechało Dynamo Kijów. U siebie Ukraińcy wygrali z Hiszpanami 3. W rewanżu na legendarnym Camp Nou upokorzyli Barcę, gromiąc ją 4! Hat-trick w I połowie zaliczył wtedy Andrij Szewczenko. I właśnie wtedy Szewa zdobył moje serce - te sportowe serce

Już następnego dnia wisiał nad moim biurkiem jego plakat. Od tego momentu śledziłem każdy jego mecz, a powtórkę spotkania Barcy z Dynamo nagrałem na kasecie VHS. Mam ją do dziś.

Plakat został zerwany, gdy Szewa wybrał kasę i Milan porzucił na rzecz Chelsea. Ale jednak iskierka sympatii pozostała Dzisiaj Szewa jest ponownie w Kijowie i z Dynamem przyjeżdża do Barcelony. Scenariusz sprzed 12 lat raczej się nie powtórzy, ale w razie czego ustawię nagrywanie...

Dla tych co nie pamiętają meczu z 1997 roku